Pogórza Karpackie. Podróże i turystyka kwalifikowana, jako propozycja ciekawego wypoczynku aktywnego. Krajowe oraz odległe wyprawy Trekkingowe.

 

W Jaśle rośnie dąb Hitlera

dab-hitlera

Drzewo, jakich w Jaśle wiele. Ale akurat to kryje w sobie tajemnicę. To bawarski dąb, prezent od Hitlera. Kazimierz Polak na własne oczy widział, jak Niemcy z wielką pompą zasadzili drzewko dębu. Ani wyjątkowo rosły, ani specjalne ładny. Jest jednak wyjątkowy - to niemy świadek historii miasta. Ludzie, którzy ją znali, też milczeli. Do dziś.

W centrum Jasła od 67 lat rośnie dąb, zwany dębem Hitlera. Władze miasta chcą go teraz wyciąć. Tłumaczą, że nie ma to nic wspólnego z osobą zbrodniarza, lecz z zaplanowaną budową ronda.
Drzewo rośnie przy skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Kołłątaja. - To zwykłe drzewo, ale jednocześnie ciekawostka historyczna i turystyczna - mówi Kazimierz Polak, 80-letni jaślanin.

Władze miasta chcą drzewo wyciąć.
- Problem wziął się nie z faktu, że to dąb Hitlera, bo o tym nikt nie wiedział, ale z zaplanowanej budowy ronda na tym skrzyżowaniu - wyjaśnia burmistrz Maria Kurowska. - Projekt wykazał, że aby wybudować rondo, trzeba usunąć drzewo. Nie będę hołubić drzewa poświęconego tak negatywnej, okrutnej postaci, kosztem bezpieczeństwa komunikacyjnego mieszkańców naszego miasta.

Mieszkańcy: drzewo trzeba zachować.
- Dla mnie dąb jest pomnikiem przyrody, a nie symbolem nazizmu - mówi Tomasz Kasprzyk, przewodniczący osiedla Śródmieście. - To stały element naszego krajobrazu. Należy go zachować i ocalić z myślą o przyrodzie i ekologii.
- A skąd wiadomo, że to faktycznie dąb od Hitlera? - oburza się Julian Krokos. - Jestem przeciwny wycinaniu drzewa.

Cofnijmy się w wojenne lata. Od połowy stycznia 1940, aż do końca 1944 roku funkcję starosty powiatowego pełnił w Jaśle dr Walter Gentz.
- Mieszkał w naszej kamienicy przy ul. Kościuszki - opowiada Kazimierz Polak, 80-letni jaślanin. - Zajmował z rodziną drugie piętro, a my mieszkaliśmy pod nimi. Na ówczesne czasy było to bardzo nowoczesne mieszkanie - bieżąca woda, łazienka, kuchenka gazowa Musieliśmy je wynajmować Genzowi. Potem wyprowadził się do budynku starostwa.

Był początek kwietnia 1942 roku.
- Miałem 13 lat i bardzo interesowało mnie wszystko, co działo się w naszym mieście - wspomina pan Kazimierz. - Na skrzyżowaniu niedaleko naszego domu pojawili się niemieccy geodeci. Coś mierzyli, wyznaczali środek trójkąta. Nikt nie wiedział po co.
Minęło kilka dni i znowu na skrzyżowaniu zrobił się ruch. Ciężarowy samochód przywiózł bogato ozdobioną niemieckimi barwami skrzynkę. Były wstęgi w kolorach żółtym, czerwonym i czarnym, niemieckie napisy i chorągiewki ze swastyką. Ze skrzyni wystawało około 1,5 metrowe drzewko.
- Nie wiedzieliśmy, o co chodziło. Domyślaliśmy się, że to musiała być jakaś ważna niemiecka uroczystość - przyznaje pan Kazimierz.
Tłum ludzi: wojsko, policja niemiecka, umundurowana ludność, folksdojcze, których w Jaśle też nie brakowało. Ustawili się z niemiecką precyzją, równiutko, w wielobok. Orkiestra zagrała niemiecki hymn, a Gentz wygłosił przemówienie. Wszyscy z namaszczeniem obserwowali jak skrzynia z sadzonką dębu postawiona została na wyznaczonym wcześniej miejscu.

W śródmieściu mieszkali głównie Niemcy, dlatego zaledwie kliku Polaków, przypadkowych przechodniów i paru ciekawskich chłopców z okolicy przyglądało się uroczystości.
- Dopiero później z gazet dowiedzieliśmy się, że na uroczystościach obecny był także gubernator dystryktu krakowskiego Losaker, wysoki rangą funkcjonariusz partyjny, który przed Gentzem był starostą jasielskim - mówi Polak.
Okazało się, że drzewko przywiezione do Jasła z takimi honorami i z pietyzmem ustawione na skrzyżowaniu, to osobisty podarunek Hitlera.
- W ten sposób Hitler dziękował Genzowi i miastu, uważanemu przez siebie za położone na ziemiach poniemieckich, za przesłane 20 kwietnia życzenia urodzinowe.
I tak do Jasła trafiła sadzonka dębu z Braunau am Inn, rodzinnej miejscowości Adolfa Hitlera. Przez jakiś czas kosz z sadzonką stał na skrzyżowaniu. Potem na polecenie Niemców drzewko przesadzono do ziemi.

Walter Genz dbał o Jasło. Miasto było rozbudowywane. Starosta kazał rozebrać szereg domów, których zabudowa nie pasowała do jego koncepcji. - Można powiedzieć, że za czasów Genza Jasło wypiękniało - przyznaje pan Kazimierz.
Tak było, ale tylko do 44 roku, kiedy to hitlerowcy zaczęli wycofywać się na zachód. 13 września starosta Gentz zarządził ewakuację ludności cywilnej i wydał rozkaz zburzenia miasta. Miało zniknąć w gruzach. I niewiele z niego zostało. Zalewie kilka domów. Ocalał też stojący w centrum dąb.
Wspomnienie tych chwil na wiele lat uleciało z pamięci pana Kazimierza. Drzewo rosło sobie i nikt nie zwracał na nie uwagi.
- Przypomniałem sobie jego historię w latach osiemdziesiątych, kiedy solidarnościowa fala porwała mnie z nurtem przemian - opowiada jaślanin. - Potem znowu o nim zapomniałem, ale od jakiegoś czasu wspomnienie wraca. Niewielu świadków tamtych wydarzeń zostało. Czuję, że muszę historię tego drzewa przekazać pokoleniom.

autor: Ewa Wawro


Źródło:
- Nowiny24.PL

  Historia artykułu:

data utworzenia:  2009-06-23 01:56

data publikacji:  2009-06-23 10:57

data modyfikacji: 2009-11-22 02:01

szukasz kontaktu: contact form

© 2007-2019 Pogorza.PL

zgłoś błąd: error on the side

statystyka od luty 2008 => | all: 2404674 | unique: 1248408 | interest: 1.93 (48.08%) |

kod strony generowano (sekundy): 0.136657      min: 0.111550      max: 0.90711      średnia: 0.636794