Pogórza Karpackie. Podróże i turystyka kwalifikowana, jako propozycja ciekawego wypoczynku aktywnego. Krajowe oraz odległe wyprawy Trekkingowe.

 

Refleksje na temat współczesnej turystyki

"Jestem już na emeryturze. Czy zasłużonej? Nie mnie to oceniać. Więcej nieco teraz czasu na obserwowanie rzeczywistości, tej w ogóle lecz przede wszystkim tej w turystyce, z którą związany byłem przez całe życie. Zacznijmy jednak od refleksji nieco ogólniejszej natury".
Dzięki uprzejmości pana Andrzeja Matuszczyka prezentujemy w naszym serwisie interesujące rozważania na temat współczesnej turystyki. Zapraszamy do lektury.

W ramach dotkliwego braku współczesnych autorytetów w Polsce, takich co to o nich głośno w świecie, właściwie funkcjonuje tylko jeden - Lech Wałęsa. Ale tylko u nas możliwe jest, aby taką osobę bez przerwy obrażano, próbując szargać jej opinię. Za granicą byłoby to nie do pomyślenia. Miałem na myśli oczywiście autorytety żyjące. W niecałe pięć lat od śmierci Jana Pawła II jego dzieła, myśli oraz idee, którym zawdzięczamy obecne miejsce Polski (i nie tylko Polski) w Europie - stopniowo odchodzą w zapomnienie. Czy więc jesteśmy niewdzięczni? Z pewnością tak.

Ale nadchodzą nowe czasy. Era pośpiechu, braku czasu na porządne zastanowienie się nad czymkolwiek. Czasy powierzchowności, żeby nie nazwać tego bylejakością, chociaż w wielu sprawach tak dokładnie czasy te można odbierać. Najgorsze z możliwych wzorce prezentują dosłownie każdego dnia politycy, których podstawę filozofii określić można: nie szanować nikogo i niczego. Najlepiej ich dzieło określa jeden z moich przyjaciół nazywając mieszanie się do polityki wkładaniem ręki do szeroko rozlewającego się szamba

Jak to wszystko przekłada się na turystykę a ściślej na turystykę górską?. Emeryt na bieżąco z górami i ich sprawami jest związany coraz słabiej. Cóż mu pozostaje? Obserwować, jak w górach funkcjonują inni: pracownicy, działacze oraz turyści XXI wieku. Nie tylko nasze góry stają przed nimi wszystkimi otworem. Większość ludzi dysponuje dziś własnym transportem. Nikt na pewno nie potrafi uwolnić się od wszechogarniającego zalewu informacji.

Bywanie w górach (u nas i za granicami Polski) stało się łatwiejsze, prostsze, przez to świat cały wydaje się nam mniejszy. Całkiem inaczej (niż jeszcze nie tak dawno) wyglądają w górach szlaki, zamienione jakby w arterie, na których spotkamy już nie tylko rowerzystów i motocyklistów, ale niebezpieczne kłady i jeszcze groźniejsze auta terenowe z napędem 4 x 4. Wśród tych wszystkich środków lokomocji coraz rzadziej dostrzec można zalęknionego turystę z plecakiem, który - i słusznie - może obawiać się w każdej chwili o własne bezpieczeństwo.

Zimą na szlakach przybyli nowi adepci. Są to turyści piesi poruszający się na "rakietach", czyli nowocześnie przekształconych byłych góralskich karplach. Lawinowy rozwój narciarskiej infrastruktury sprawia, że coraz to nowe regiony gór zamieniają się w hałaśliwe lunaparki z rozwiniętą gastronomią przy górnych i dolnych stacjach narciarskich urządzeń.

Motoryzacja w tym sensie wypacza górską turystykę, że coraz więcej osób ogląda góry wyłącznie zza szyb samochodów czy autokarów. Zaś coraz mniej z nich potrafi powędrować kilka dni z plecakiem od schroniska do schroniska, doświadczając radości i niewygód, tak jak dyktuje to prawdziwa natura gór.

Parki narodowe, których ideologia i sam byt miały swój początek w przedwojennym Polskim Towarzystwie Tatrzańskim, niejednokrotnie zachowują się tak wobec gestorów turystyki, w tym i PTTK - jakby organizacje te nie pełniły roli sprzymierzeńców w tym samym dziele udostępniania zasobów przyrody dla najszerszych rzesz turystów. Świadczą o tym m.in. restrykcje wobec kadry programowej PTTK, przejmowanie znakowania szlaków itd. itd.

Wśród przewodników górskich posiadających teraz więcej wiedzy również o innych górach świata zaczyna obserwować się zjawisko coraz mniejszego zainteresowania własnymi górami, ich poznawania czy smakowania, co dotyczy szczególnie terenów w polskich górach rzadziej odwiedzanych o pogórzach czy przedgórzach nie wspominając.

O stereotypie prawdziwego działacza społecznego kiedyś i teraz wolałbym szerzej się nie rozwodzić, gdyż porównanie tych filozofii oraz postaw, patrząc na społeczników obecnych, musi wywołać silną irytację.

Po stosunku także młodego (o zgrozo!) pokolenia do Górskiej Odznaki Turystycznej widać wyraźnie nieustanną chęć i nie kończące się wołanie do dalszego upraszczania i ułatwiania wymogów przy jej zdobywaniu. Gdy wspominam prawdziwą GOT np. z lat 60-tych ubiegłego wieku, obecna odznaka staje się zaledwie namiastką wysiłku i horyzontów, które kiedyś należało włożyć i wykonać, aby GOT prawdziwie zdobywać.

Literatura turystyczna (to samo zresztą dotyczy i publicystyki gór dotyczącej) coraz bardziej bywa kolorowa i wytwornie wydawana, o treści słabo widocznej (powszechna maniera coraz drobniejszej czcionki), zawartości bardzo skondensowanej i pełnej ogólników. Brakuje na jej kartach miejsca na tematy i sprawy interesujące średnie a zwłaszcza starsze pokolenie turystów. Jest to literatura i publicystyka oderwana od rzeczywistości i schlebiająca w sposób wyraźny podobnej modzie obowiązującej również w innych poza Polską krajach.

Turystyczna kartografia porażona wszechobecnym mirażem instytucji GPS stopniowo przestraja swoją produkcję na taką, gdzie do mapy podczas obecności w górach niezbędny stanie się drogi odbiornik GPS. Nikt zdaje się nie zwracać uwagi na to, iż to, z czego GPS czerpie swoje bogactwo, ulega przyspieszonemu zużyciu i od bardzo dawna nie jest restaurowane.

Prawdziwa lawina papieru staje i czyha na tego śmiałka, który chce coś udoskonalić za środki z unijnych dotacji. Władysław Krygowski krytykując w 1970 roku rzekomo rozbuchaną już wówczas biurokrację - nie mógł mieć pojęcia i sięgnąć wyobraźnią, do jakiego stopnia można ją dalej rozwijać. Przestrzegał przy tym, że każdy nadmiernie obszerny dokument czy opracowanie z gruntu rzeczy stanowią zło w tym sensie, że nikt ich nie czyta. Tak pisał o tym na łamach "Wierchów":

Widmo biurokracji, błąkające się po ścieżkach naszego życia u nas i na świecie, ma również krewnych w turystyce, w różnych jej dziedzinach. Mimo wielu rozsądnych usiłowań, mimo nawet zarządzeń przeciwko niej, straszy mnóstwem formularzy, sprawozdań, wskaźników itd., zaśmieca istotną pracę zbytecznym trudem i stratą czasu, odstrasza bezinteresownych działaczy, co gorzej - zachęca do powierzchowności ("bo i tak tego nikt nie czyta"), uczy poprzestawania na pozorach, mydlenia oczu zamiast codziennej konstruktywnej pracy nad realizacją  jasno wytyczonych celów (W.40, s.11).

Ludzie młodsi w turystyce nie tylko nie szanują osób starszych. Otwarcie zaś pogardzają starymi. Zapominają o tym, że czerpią wiedzę i doświadczenie z ich dorobku, czy doświadczeń wcześniejszych. Najłatwiej wówczas, to co było, przypisywać sobie, albo dawać do zrozumienia, że wzięło się nie wiadomo skąd. Takie postawy umacniane często wszechobecnym nepotyzmem oddzielają grubą kreską przeszłość, co urasta do normy i dobrze pojętego obyczaju.

Tymczasem funkcjonowanie obecnej generacji bez częściowego przynajmniej oparcia się na dorobku poprzedników jest niemożliwe. Ten, kto uważa inaczej jest arogantem pozbawionym wyobraźni. Mało z tym. Też kiedyś będzie stary i wówczas przekona się, jak smakują brak szacunku czy pogarda.

A może to wszystko jest jedynie biadoleniem starego człowieka, który do nowych czasów nie dorósł. Dlatego nie potrafi dostrzec i dowoli używać miraży współczesnego świata??

Andrzej Matuszczyk,
Październik 2009, Kraków.

  Historia artykułu:

data utworzenia:  2009-11-12 22:53

data publikacji:  2009-11-17 01:24

data modyfikacji: 2009-11-22 01:56

szukasz kontaktu: contact form

© 2007-2019 Pogorza.PL

zgłoś błąd: error on the side

statystyka od luty 2008 => | all: 2443996 | unique: 1261426 | interest: 1.94 (48.39%) |

kod strony generowano (sekundy): 0.70303      min: 0.134690      max: 0.87333      średnia: 0.716642