Pogórza Karpackie. Podróże i turystyka kwalifikowana, jako propozycja ciekawego wypoczynku aktywnego. Krajowe oraz odległe wyprawy Trekkingowe.

 

Józef Kozioł "ŁOWCZÓWEK"

Skończony pod Łowczówkiem bój. Ścichły armaty.
Okopy milczą. Czas zrachować łupy.
Ty zostawiłaś wrogom łup bogaty - Twe trupy.
Pamiętasz te ataki, które piersią własną
Odparłaś? Boje sławnej niezrównanej doby?
Pomniki twego męstwa, które nigdy nie zagasną - To groby.


Bolesław Lubicz-Zahorski

Pogórze Ciężkowicko-Rożnowskie to "przedpokój" Beskidów, to kraina na ogół nieprzekraczających 500 m wysokości wzgórz, o stokach zazwyczaj łagodnych, ale i stromizny nie są tu takie rzadkie. Pocięte są wąwozami, zwanymi tu paryjami, czasem głęboko wciętymi w stoki, nieodbiegającymi wiele od górskich. Tu i ówdzie napotkać można o przeróżnych kształtach skały (Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach) i głazy narzutowe. Wzgórza w większości pokryte są lasami, które - jak np. w Paśmie Brzanki - są pozostałościami dawnej puszczy karpackiej. Wśród wzgórz, w malowniczych dolinach wiją się rzeki Dunajec i Biała. W dolinie Dunajca zachowały się resztki dawnych zamczysk w Melsztynie, Czchowie, Wytrzyszczce i Rożnowie.

Pogórze - co jest charakterystyczne - to także kraina cmentarzy z I wojny światowej. Nigdzie się ich tylu nie spotka. Do niedawna zapomniane, niszczejące i - niestety - niszczone, obecnie pieczołowicie odnawiane za nasze, ale także i austriackiego Czarnego Krzyża pieniądze. A każdy z nich to dzieło sztuki, bo też do ich projektowania austriacki sztab generalny, powołując specjalne oddziały grobownictwa wojennego, zatrudnił artystów. Szczególnie wiele żołnierskich nekropolii znajduje się w Tarnowskiem, zwłaszcza w czworokącie śmierci (tak sobie pozwalam nazwać ten rejon) rozciągającym się od Rzuchowej na północy po Gromnik na południu, od Janowic na zachodzie po Tuchów na wschodzie - jest ich tu ponad 50.

Wśród nich jeden, szczególnie dla nas, Polaków, ważny, ma numer 171 i jest położony wysoko, na północnym stoku wzgórza Kopaliny w Łowczówku w gminie Pleśna. Ważny, bo kryje prochy 113 spośród 128 poległych w boju Polaków - legionistów z I Brygady Legionów Polskich, pierwszego od czasów powstania styczniowego oddziału polskiego wojska, stworzonego przez Józefa Piłsudskiego. Krwawe wydarzenia, z powodu których nazwa Łowczówek znalazła się na płytach Grobu Nieznanego Żołnierza, rozegrały się od 22 do 25 grudnia 1914 r. i przeszły do historii jako "bój pod Łowczówkiem".

I jakkolwiek to, co tu się wydarzyło - z punktu widzenia całości działań na frontach I wojny światowej - jest zaledwie jednym z tysięcy epizodów, to przecież z naszego, polskiego punktu widzenia jest bardzo istotne ze względów patriotycznych, bo wpisuje się w ciąg walk o odzyskanie niepodległości, uwieńczonych w 1918 roku sukcesem. Jak więc doszło do tych wydarzeń i jaki był ich przebieg ?

Po wybuchu wojny Rosjanie, mający znaczną przewagę militarną (3,5 miliona żołnierzy, a Austriacy 1,5) parli szybko do przodu i podeszli na linię Kraków - Łapanów - Limanowa. Tu wojska austro-węgierskie uderzyły na słabo zabezpieczony styk armii generałów Dimitriewa i Brusiłowa i uzyskały powodzenie: nie tylko zatrzymały Rosjan, ale po krwawej bitwie stoczonej na początku grudnia 1914 roku pod Łapanowem, Limanową i Nowym Sączem przeszły do ofensywy. Rosjanie zaczęli się cofać, tracąc zdobyte tereny. Zatrzymali się dopiero w widłach Dunajca i Białej na wybitnym grzbiecie wzgórz, rozciągających się od Dąbrówki Szczepanowskiej przez Lubinkę, Rychwałd, Łowczówek i Łowczów do Buchcic. Tu ofensywa wojsk austro-węgierskich załamała się, mało - Rosjanie zaczęli kontratakować. Opanowali wzgórza 360 i 343, dominujące nad okolicą, których bronił nieskutecznie pułk obrony krajowej (landsturm). Przedarli się przez linię frontu i zagrozili Austriakom okrążeniem.

Wzgórza należało bezwarunkowo odzyskać. To zadanie dowództwo austriackie zleciło I Brygadzie Legionów Polskich. Stacjonowała ona wówczas w Nowym Sączu i okolicy, dokąd została wycofana po bitwie pod Limanową, w której brała udział (w rejonie Marcinkowic i Pisarzowej). Była reorganizowana - zaczęto tworzyć drugi pułk oraz pułk ułanów. Żołnierze, serdecznie przez mieszkańców przyjęci, spodziewali się, że spędzą tu Boże Narodzenie. Tymczasem poderwano ich alarmem 20 grudnia w południe i skierowano pod Łowczówek, dokąd przez Paleśnicę, Zakliczyn i Wróblowice doszli 22 grudnia wczesnym popołudniem. Dowodzący w zastępstwie J. Piłsudskiego szef sztabu brygady, ppłk Kazimierz Sosnkowski, zdecydował uderzyć niezwłocznie: pułk 1. pod dowództwem mjr. Rydza-Śmigłego na wzgórze 360, pułk 5. (a właściwie to jeszcze batalion) kpt. Ścibora-Rylskiego - na wzgórze 343.

Dowódca 1. pułku, mjr Rydz-Śmigły, postanowił zaatakować z marszu. Żołnierze poszli z impetem, ale od czoła zostali zatrzymani potrójnymi zasiekami z drutu kolczastego i ogniem karabinów maszynowych. Natarcie nie załamało się dzięki brawurowemu atakowi oskrzydlającemu lewoskrzydłowego batalionu kpt. Burchardta-Bukackiego. Żołnierze przeszli przez zasieki i walcząc bagnetami, kolbami karabinów, łopatkami saperskimi, zepchnęli Rosjan ze wzgórza i opanowali je, przechodząc na jego północny stok.

Pułk kpt. Ścibora-Rylskiego, zdążając na pozycję wyjściową do ataku od strony Mesznej, dostał się w silny ogień rosyjskiej artylerii. Z powodu zapadającego zmroku nie nawiązano łączności z artylerią austriacką. Ponadto dowódca nie znał położenia. Próbował zaatakować, lecz zdołał uchwycić zaledwie skraj wzgórza. Atak po zmroku, w nieznanym terenie, bez artyleryjskiego wsparcia był bardzo ryzykowny i mógł pociągnąć za sobą niepotrzebnie znaczne straty. Wykonanie zadania odłożył więc dowódca do rana.

Natarcie 5. pułku, wspartego żołnierzami piechoty węgierskiej i ogniem trzech baterii artyleryjskich, ruszyło przed świtem 23 grudnia i osiągnęło powodzenie. Oba pułki, wykorzystując impet natarcia, zaczęły teraz spychać Rosjan w kierunku Łowczówka i Łowczowa nad Białą. Ale powodzeniu legionistów nie towarzyszyło powodzenie sąsiadów; wprost przeciwnie - współdziałanie z nimi pozostawiało wiele do życzenia, a wręcz narazili polski oddział na straty, wycofując się bez uprzedzenia dowództwa brygady i odsłaniając jej skrzydła. Atakujące pułki polskie wysunęły się znacznie przed front, z powodu czego znalazły się w niebezpiecznej sytuacji. Ppłk Sosnkowski zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa i alarmował o pomoc. Otrzymał wsparcie dwóch batalionów piechoty landsturmu, ale nie zmieniło to już sytuacji. Rosjanie skoncentrowali ogień ciężkich karabinów maszynowych i artylerii na wzgórzach tak, że odcięli legionistom w znacznym stopniu komunikację ze sztabem i własnymi urządzeniami tyłowymi; nie dochodziła amunicja, nie było jedzenia, nie można było odesłać na tyły wszystkich rannych i poległych; wielu łączników wysłanych z meldunkami i rozkazami ginęło.

Rosjanie nie pogodzili się z utratą tak ważnych pozycji. Mieli liczebną przewagę (4 pułki), ciągle otrzymywali wsparcie oddziałów odwodowych.
Noc z 23 na 24 grudnia żołnierze spędzili na pozycjach w ciągle padającym deszczu ze śniegiem. Taka noc nie dawała wytchnienia, zwłaszcza że co jakiś czas zrywał się ogień karabinowy, a czujki meldowały o jakichś bliżej nierozpoznanych z powodu ciemności ruchach nieprzyjaciela. Rano okazało się, że Rosjanie przysunęli się na odległość 50, a nawet w niektórych miejscach 30 metrów.

Legioniści spod Łoszczówka
Dzień wigilijny rozpoczął się morderczym pojedynkiem ogniowym, zważywszy bliską odległość. Straty były duże, ale legioniści wykazali więcej opanowania, zimnej krwi, celniej strzelali, czego wynikiem było wycofywanie się rosyjskich żołnierzy z zajętych w nocy pozycji. Jednakże tu i ówdzie podchodzili niepostrzeżenie wąwozami i kontratakowali. Właściwie 24 i 25 grudnia to walka o utrzymanie zajętych przez legionistów pozycji, to ciągłe odpieranie kontrataków. Później okaże się, że było ich aż 16, co świadczy o determinacji Rosjan.

Legioniści nie tylko bronili się. Prowadzili akcje rozpoznawcze, organizowali wypady - i to skutecznie. Dla przykładu: patrol złożony z oficera i 8 żołnierzy wziął do niewoli 100 jeńców; inny patrol, 9-osobowy, dotarł na zajęty przez wroga teren aż do budynku przystanku kolejowego w Łowczowie, gdzie mieścił się sztab jednego z rosyjskich pułków, i cały, wraz z dowódcą, wziął do niewoli.

Brygada pozycje utrzymała, ale straty były coraz większe; żołnierz głodny i zmęczony nie przedstawia takiej wartości bojowej jak świeży i wypoczęty. Toteż ppłk Sosnkowski zabiegał w austriackim dowództwie o wycofanie brygady. 24 grudnia pod wieczór wydawało się, że prośba została spełniona - nadszedł rozkaz o jej wycofaniu. Już po opuszczeniu przez nią pozycji okazało się, że to nieporozumienie; albo rozkaz został mylnie przekazany, albo jest to dowód, że Austriacy już nie panowali nad sytuacją, co potwierdzą wydarzenia późniejsze. Tak czy inaczej trzeba było zawrócić i zdobywać na nowo opuszczone przed chwilą pozycje, bo Rosjanie natychmiast je zajęli. Na szczęście nie spodziewali się ataku, toteż szturm był krótki. Ale ofiary były. Tu należy podkreślić, że większość oddziałów wchodzących w skład grupy operacyjnej tam działającej zignorowała rozkaz powrotu na poprzednie stanowiska.

Nadszedł wigilijny wieczór. Ogień karabinowy i artyleryjski ucichł. Padający za dnia śnieg z deszczem ustał. Brał lekki mróz. Żołnierze tkwili w marznącym błocie okopów. Byli głodni. Już drugi dzień nie otrzymali jedzenia.

Nadchodził zmrok,
Gwałtowny skowyt kulomiotów
i jeszcze gwałtowniejsza była cisza: śnieg
jak gdyby aniołowie złożyli skrzydła w modlitwie
nad polem bitwy.

B. Urbankowski

Tak widział to legionowy poeta.  
Każda bitwa obrasta z biegiem lat w legendę. Ta również. Zwłaszcza że toczyła się także w tym jednym, niepowtarzalnym dniu w roku - w Wigilię. Legenda mówi, że gdy nadszedł wigilijny wieczór, ucichły strzały i bitewny zgiełk, kiedy nad polem bitwy nie słychać było "hura!", a jedynie ciche jęki rannych, kiedy w dali ukazały się światła Tarnowa, "na ironię śmiertelnemu żniwu" rozległa się cicho śpiewana najpopularniejsza polska kolęda "Bóg się rodzi", którą - o dziwo!- słychać było także z położonych w niedalekiej odległości rosyjskich okopów. Bo tam też byli Polacy - z zaboru rosyjskiego, siłą wcieleni do armii rosyjskiej. Czy rzeczywiście tak legioniści świętowali Wigilię, czy tak to tylko widział Zygmunt Nowakowski i przedstawił w znanej szeroko w okresie międzywojnia Gałązce rozmarynu ? Trudno dociec, a może nawet nie potrzeba ?  Niektórzy uczestnicy bitwy w swoich o niej wspomnieniach fakt ten potwierdzają, inni mu przeczą. Jeden z najmłodszych jej uczestników, 17-letni wówczas Gustaw Dobiesław Łowczowski, żołnierz 5. pułku, późniejszy generał, wspomina znamienny fakt. Gdy tak siedzieli w ten wigilijny wieczór w okopach, jeden ze strzelców wyjął z plecaka zaoszczędzone jakimś cudem pół bochenka, czarnego, żołnierskiego chleba i jedną konserwę, które podzielił bagnetem na małe kawałeczki i poczęstował kolegów z drużyny. To był ich opłatek. Bo prawdziwych - ba! - nawet zwykłej żołnierskiej strawy nie było. Atmosferę tej niepowtarzalnej wojennej Wigilii Łowczowski przedstawił w wierszu:

Świerki wokoło ogromne,
we mgle Łowczówek tonie.
Słowa rozkazów - kolędą:
Strzelać! Przechodzą pole!
Gwizd kul muzyką świąteczną,
jęczą zranione świerki.
Ranni wołają pomocy.
W Twe Imię - Boże Wielki!


Co czuli ci młodzi w większości ludzie ? Że ich myśli uciekały z okopów pod Łowczówkiem do rodzin, do bliskich - to pewne. Ale czy każdemu z nich wystarczało silnej wiary w to, że ich wysiłek i ofiary mają sens ? Wszak nikt im jeszcze wolnej Polski nie zagwarantował.

Rozkaz wycofania brygady nadszedł około południa w Boże Narodzenie. Rosjanie, nie osiągnąwszy powodzenia pod Łowczówkiem, nie zrezygnowali ze zdobycia utraconych pozycji. Zaatakowali z Tuchowa wzdłuż drogi do Gromnika. Broniący się tu Austriacy nie wytrzymali naporu i zaczęli się cofać. Rosjanie doszli do Chojnika i rozpoczęli manewr oskrzydlania sił broniących się pod Łowczówkiem. Utrzymanie pozycji zdobytych przez legionistów stało się niemożliwe, groziło likwidacją oddziału. Bardzo trudny manewr odwrotu wykonali dowódcy po mistrzowsku. Brygada została wycofana do Lichwina, a później do odwodów w rejon Lipnicy Murowanej.

Bój pod Łowczówkiem to najcięższa bitwa stoczona przez I Brygadę Legionów Polskich w 1914 roku. Zadanie bojowe brygada wykonała, można powiedzieć, z nawiązką. Nie tylko zdobyła wzgórza 360 i 343, likwidując przez to niebezpieczną lukę we froncie, ale zepchnęła z nich Rosjan nad Białą. Wytrwała na pozycjach przez 4 dni i 3 noce. Przeprowadziła 5 wielkich szturmów, odparła 16 kontrataków, wzięła do niewoli ponad 600 jeńców, w tym cały sztab jednego z pułków. Rosjanie zostali na pewien czas zatrzymani, co umożliwiło Austriakom rozbudowanie frontu na linii, na której utrzymał się do ofensywy gorlickiej w maju 1915 roku. Legioniści udowodnili, że są pełnowartościowym wojskiem, wyróżniającym się korzystnie (na tle dość powszechnego rozprzężenia) dyscypliną i wolą walki, a ich dowódcy radzą sobie  dobrze w trudnych sytuacjach na polu walki. Podkreślili to w swoich pobitewnych rozkazach zarówno dowodzący operacją ppłk Sosnkowski, jak i komendant J. Piłsudski. Dowództwo austriackie doceniło postawę legionistów i przyznało za Łowczówek 6 wielkich złotych medali, 18 wielkich srebrnych i 48 małych oraz 72 dyplomy uznania. Ceną za to była śmierć 128 żołnierzy, w tym 38 oficerów, oraz 342 rannych. Legionowy poeta, Bolesław Lubicz-Zahorski napisał:

Skończony pod Łowczówkiem bój. Ścichły armaty.
Okopy milczą. Czas zrachować łupy.
Ty zostawiłaś wrogom łup bogaty - Twe trupy.
Pamiętasz te ataki, które piersią własną
Odparłaś ? Boje sławnej niezrównanej doby?
Pomniki twego męstwa, które nigdy nie zagasną - To groby.


Cmentarz nr 171 na Kopalinach zaprojektowali Siegfred Haller i Heinrich Scholz. Ma kształt prostokąta z kaplicą w centralnym miejscu. Otoczony jest kamiennym murem, pokrytym gontem. Przed kaplicą po obydwu stronach ciągną się szeregi grobów, za nią usytuowane są półkoliście. Jest tu 275 mogił pojedynczych i 20 zbiorowych, w których pochowano 511 żołnierzy różnych narodowości, w tym 113 legionistów. W 1985 roku przybyła jeszcze jedna mogiła. Tu kazał się pochować wspomniany wcześniej gen. Gustaw Dobiesław Łowczowski, potomek dawnych właścicieli tych wsi, który swój szlak bojowy rozpoczął jako 17-letni chłopiec właśnie pod Łowczówkiem jako żołnierz 5. pułku, a zakończył jako dowódca III Brygady 3. Dywizji Strzelców Karpackich, która w czasie II wojny światowej oswobodziła m.in. Bolonię. Kawaler Orderu Virtuti Militari i wielu zagranicznych.
Na nagrobku znamienny napis:

Tej wioski z dawna syn, wierząc, że zbrojny czyn
Da, co nam się należy, że da nam wolną Polskę,
Pod Łowczówkiem się bił, służył jej wedle sił,
Aż skończył drogę znojną i spoczął tak, jak chciał,
Przy kolegach z młodości. Prosi o dar litości,
By wieczny spokój miał.


Obecnie cmentarz jest wyremontowany i starannie utrzymany. Odbywają się tu różne uroczystości patriotyczne.
Na cmentarz prowadzą szlaki piesze: czarny z Tuchowa i Pleśnej, niebieski z przystanku PKP w Łowczowie oraz z przystanku PKS w Rychwałdzie. Biegną także tędy trasy rowerowe: zielona (zwana trasą legionistów) i niebieska z Tuchowa, czerwona z Lubinki, czarna z Gromnika i Pleśnej (doliną Białej).



Zobacz także: Święto Niepodległości - Łowczówek 2007
    . . . oraz:
Fotorelacja z uroczystości na cmentarzu wojennym Kopaliny w galerii: "Łowczówek 2007".



Literatura:
1. Roman Frodyma, Cmentarze wojenne z I wojny światowej na ziemi tarnowskiej, Krosno 2006.
2. Michał Klimecki, Łowczówek 1914, Warszawa 1993.
3. Józef Kozioł, Straceńców los, czyli o legionistach spod Łowczówka, Tuchów 2004.

  Historia artykułu:

data utworzenia:  2007-10-31 16:28

data publikacji:  2007-10-31 17:14

data modyfikacji: 2009-11-22 02:21

szukasz kontaktu: contact form

© 2007-2019 Pogorza.PL

zgłoś błąd: error on the side

statystyka od luty 2008 => | all: 2444042 | unique: 1261426 | interest: 1.94 (48.39%) |

kod strony generowano (sekundy): 0.74183      min: 0.162022      max: 0.87652      średnia: 0.700247