Pogórza Karpackie. Podróże i turystyka kwalifikowana, jako propozycja ciekawego wypoczynku aktywnego. Krajowe oraz odległe wyprawy Trekkingowe.

 

II Turystyczny Zjazd Pogórzański - relacja

Przypomnienie najważniejszych i najlepszych chwil z II Turystycznego Zjazdu Pogórzańskiego. Nasz reporter specjalnie dla Was przygotował relację, dzięki której przypomnicie sobie chwile, od których łezka się w oku kręci, a dla tych, którzy nie byli, jest to świetny moment, aby zorientować się, czego można się spodziewać już za rok na III Zjeździe Pogórzańskim.


PIĄTEK - wieczór zapoznawczy czyli badanie się nawzajem i bliższe poznawanie:

II Pogórzański Zjazd Turystyczny rozpoczął się na przekór wszelkim przewidywaniom i zakładom bukmacherskim zgodnie z planem na przystanku PKS w Tuchowie, aby stamtąd wyruszyć jednym z państwowych pojazdów do urokliwej wsi Czermna. Ledwo udało się nam załadować do środka, gdy kierowca przygazował, aby niespodziewanie szybko być już na miejscu, co zaskoczyło nie tylko organizatorów, ale i jego samego. Tutaj nastąpił zmasowany desant, któremu przypatrywały się tłumy rozbawionej miejscowej gawiedzi.

Po szybkiej i skutecznej klimatyzacji mieliśmy przyjemność pośpiewać i poznać się przy ognisku, no ale ile można zakłócać ciszę nocną ze świadomością, że następnego dnia czekają na nas przyczajone niczym tasiemiec w jelitach niezwykłe atrakcje. Ognisko zostało dopalone, ludzie podzieleni na podgrupki a ostatnie wilki przestały wyć do księżyca.


SOBOTA - culmination:

Kolejny dzień przywitał nas niezwykle rozentuzjazmowanym słońcem, które wzeszło, kiedy niektórzy kładli się spać. Przed magiczną godziną 10am dołączyły do nas świeże rezerwy ze wszystkich pięciu stron świata, aby wspólnie zainaugurować otwarcie szlaku Czermna-Liwocz. Krótko przemawiała miejscowa elita intelektualna z prezesem PTTK Tuchów na czele, ale każdy już się palił, aby wyruszyć w trasę. Po przecięciu zaimprowizowanego sznura przez prezesa Oddziału PTTK Ziemi Tarnowskiej w Tarnowie Andrzeja Łabno i współinicjatorkę powstania szlaku Elżbietę Kmiecik, rozpoczęła się mozolna i uciążliwa, ale jakże przyjemna wspinaczka na majestatycznie piętrzący się nad niczego nieświadomymi turystami Liwocz.

Po pokonaniu etapu wiodącego nasze stopy przez rozgrzany asfalt dotarliśmy do świeżo postawionej altanki w stylu roko-koko, gdzie mogliśmy dać zaczerpnąć powietrza naszym płucom. Po wyregulowaniu ciśnienia między głową a resztą ciała ekipa ruszyła malowniczym wąwozem, który kojarzył się z torami bobslejowskimi, ktoś to zauważył, jeszcze ktoś inny rzucił jakieś hasło i tak zrodziła się idea urządzenia zawodów w zjeździe na worku z sianem. Oczywiście ten świeży pomysł zostanie przedstawiony na spotkaniu PTTK, na razie jest na poziomie embrionu, więc wszystkich chętnych proszę o schowanie siana do butów, cierpliwość i wyczekiwanie na opady śniegu.

Rozpoczęliśmy mozolne podejście na szczyt. Po krótkim odpoczynku, który umiliła nam nasza dyżurna gitarzystka, znaleźliśmy się pod ogromnym krzyżem, który niczym Matterhorn wybijał się ponad inne wypukłości terenu. A był to szczyt Liwocz. Na miejscu przywitano nas ciepłym posiłkiem, bo nie od dziś wiadomo, że tam gdzie znajdzie się chociaż dwóch ludzi, znajdzie się ktoś trzeci próbujący sprzedać im kiełbaski. Jednak ów specjał był dziś na darmo, tak samo jak i wszelkie dodatki i napoje (to zdanie zostało zamieszczone na usilna prośbę sponsorów, a sponsorem w rzeczy samej był gospodarz terenu Urząd Gminy Brzyska).

Po posileniu się mieliśmy niewymowną przyjemność wysłuchać panoramki z tarasu widokowego na pobliskie miejscowości, jak i sporą cześć Beskidu Niskiego, Sądeckiego i różnych takich. Nie traciliśmy czasu, aby móc jak najszybciej znów znaleźć się w Czermnej, gdzie czekała już tutejsza młodzież. I tu, przy szkole podstawowej rozpoczęły się gry i zabawy, które prowadziła pani Renata Górka. Wystartowaliśmy z grubej rury, tzn., kto żyw miał zakładane chomąto i mógł się wczuć w rolę naszej szkapy. W dalszej części koleżanki były mumifikowane za pomocą papieru toaletowego przez życzliwych kolegów, potem . . .

. . . atrakcji było co nie miara, a nad każdą z konkurencji można by napisać esej, wiersz i do tego jeszcze nakręcić film sensacyjny. Swoimi wstawkami i trafnymi spostrzeżeniami rozbawiał nas główny konferansjer imprezy. A czasem irytował :)  Wielką popularnością cieszył się występ zespołu rockowego-punkowego (przynajmniej tak o sobie mówią) K.D.R.B. z sąsiednich Szerzyn. W tak zwanym międzyczasie grupa ochotników z Tuchowa stanęła do nierównej rywalizacji w piłkę nożną (tutaj zwaną gałą bądź kopaną) z profesjonalnie wyszkoloną drużyną miejscowych. Po ciężkim boju część zawodników gości musiała zejść z trawy wśród gwizdu gapiów i donośnego muczenia krów, przez co stosunek graczy był równy 5:30. W wyniku tego znaku opatrzności bożej nad gospodarzami, nasza kilkunasto-punktowa przewaga zmalała do spornego remisu.

Jednak nie było co się kłócić, bo już za chwilę rozpoczął się koncert zespołu Mała Fatra, który wszystkim poprawił humory, no może oprócz konkurencji. Wśród przygotowanego repertuaru znalazły się utwory m.in. Wolnej Grupy Bukowiny, Roberta Kasprzyckiego jak i utwór autorski o przewrotnej nazwie "Z dala od Tuchowa". Następnie ludowy zespół zagrał stare jak węgiel, ale wciąż lubiane kawałki, przy których można było zatańczyć i uprzyjemnić sobie czas. Długo nie chciano wypuścić muzykantów, którzy jeszcze wchodząc do autobusu, grali dla zgromadzonego tłumku. Do późna w nocy nie milkły rozmowy, słychać było gitary i śpiewy, które niosły się po okolicznych dolinach, niosąc wieść o połoninach i jałowcach.


NIEDZIELA - polami, polami po miedzach po miedzach . . .

O godzinie 7:00 w kościele w Czermnej odbyła się Msza Święta, po której uczestnicy Zjazdu mogli podziwiać zabytkowy drewniany kościół pod wezwaniem św. Marcina. Po szybkim śniadaniu, posprzątaniu koniecznego i ostatnich pożegnaniach z gospodarzami, wyruszyliśmy w ostatnią drogę: do gospodarstwa agroturystycznego "Paryja" w Żurowej. W czasie drogi zaczepiliśmy miejscowego garncarza, unikat na skalę ogólnopolską. Mogliśmy zobaczyć, jak niełatwe było życie jeszcze nie tak dawno i że nawet palce pianisty nie wygrają z doświadczeniem i fachem w ręku. Na pamiątkę dostaliśmy komplet garczków glinianych, których niemożliwe jest dziś wygranie w żadnej krzyżówce.

W Szerzynach ochłodziliśmy się porcją lodów, które smakowały nam jak kornikom brzoza. Żar lał się z nieba, odciski dawały znać o sobie, a rozgrzany asfalt topił podeszwy. Na szczęście zaraz za zabudowaniami odbiliśmy w las, gdzie natknęliśmy się na prywatny basen wraz z właścicielami. Po pewnym czasie ktoś (wiadomo kto) postanowił nam utrudnić trasę, która mogła się wydawać za łatwa dla doświadczonych traperów. Maszerując przez wysoką trawę, gdzie nie było drogi ni ścieżki, a jedynie szlaki wiadome zwierzom leśnym, przeprawiając się przez gęste bagna, gdzie dłużej zostawiona stopa groziła uduszeniem, dotarliśmy do upragnionego celu.

Tutaj mogliśmy ochłodzić swoje gorrrące ciała w zimnej wodzie jeziorka, tutaj też wrzuciliśmy coś na ząb, a następnie każdy ewakuował się najszybciej jak się da. Większość wędrowców wybrała autobus PKS, a najbardziej wytrwali goście z Krakowa udali się w dalszą drogę, na Ostry Kamień i Brzankę, jak później udało się ustalić po śladach stóp. Potwierdzono, że wszyscy uczestnicy Zjazdu z błahymi lub poważniejszymi ranami kłutymi, szarpanymi bądź ciętymi dotarli do swoich domostw. Zjazd Pogórzański można powiedzieć zakończył się sukcesem, chociażby dlatego, że wszyscy wrócili żywi. Każdy wyczekująco już spogląda na III TURYSTYCZNY ZJAZD POGÓRZAŃSKI . . .
. . . do zobaczenia na Pogórzu !!!


Autor relacji:
fp - "Spółka z nieograniczoną nieodpowiedzialnością"

  Historia artykułu:

data utworzenia:  2008-07-05 00:02

data publikacji:  2008-07-05 01:14

data modyfikacji: 2009-11-21 23:06

szukasz kontaktu: contact form

© 2007-2019 Pogorza.PL

zgłoś błąd: error on the side

statystyka od luty 2008 => | all: 2444040 | unique: 1261426 | interest: 1.94 (48.39%) |

kod strony generowano (sekundy): 0.84571      min: 0.61711      max: 0.88811      średnia: 0.734982